Don't wanna be here? Send us removal request.
Text
Omegaverse - Max
Wizyty u lekarza dla niego były cięższe i miało być tylko gorzej. Nie o same wizyty chodzi, ale też i o jego ciało, które się rozrośnie, organy się poprzesuwają i będą zgniecione. Takie wizje go stresowały i sprawiały, że od razu lądował na innym emocjonalnym poziomie. Na którym jak widać Mason nie miał zamiaru go stopować, bo jego pierwsza wypowiedź sprawiła, że tylko młodszy się bardziej przestraszył.
- Top przestępczość? Od tego zaczynasz? A może tak skupmy się najpierw na tym jak się przewija dziecko i nie doprowadza się go do śmierci głodowej?
Chryste, nawet nie myślał, że trzeba było przemyśleć sprawę tego gdzie się mieszkało pod kierunkami przestępczość.
- Jak na przykład? – jak już nie pomagał go uspokoić to mógł dodać kilka spraw, które mogły się spieprzyć. Może to pozwoli im już to przemyśleć?
I chociaż starszy bardziej wprowadzał go w spiralę strachu to słowa, że o nich się nie martwił były dla niego nadzwyczaj pokrzepiające. Nawet pomimo tych ich kłótni i nie bycia oficjalnie razem – chociaż rzekomo randkowali – tamten nie miał co do nich wątpliwości. Skąd to się u niego brało? To całe przyciąganie tak działało czy cos innego wiedział o czym nie mówił Maxowi?
Przytaknął bez słowa na swój instynkt i to, że nie szukał problemów. Faktycznie od razu po dowiedzeniu się o tej nownie odstawił wszystko co mogło dziecku zaszkodzić i przestał wychodzić na miasto. Strasznie go to nudziło i w sumie jego główną rozrywką stała się praca oraz wizyty tego jegomościa, który właśnie ich wiózł. To nie było to czego chciał, ale to co miał.
- Coś tam powinno być, ale dobrze byłoby gdybyśmy najpierw stanęli do apteki wykupić to co mi przepisano. – znowu to on musiał brać leki i przyjmować na siebie wszystkie nieprzyjemności, a takowych podobno było więcej niż mniej, w trakcie ciąży. Mason też mógł się przekonać, że to wszystko nie było tanie, bo to on wyskoczył szybko do apteki kiedy gdzieś po drodze trochę nielegalnie zaparkowali i Max pozostał w śródku po to aby niby pilnować auta. Chłopak jeszcze ani razu nie upomniał się o pieniądze i do tej pory sam płacił za leczenie, poza tymi dwoma wizytami.
- Co tam masz? – zapytał się kiedy starzy wyciągną sporą, czarną torbę.
- Zobaczysz. – odpowiedział z podejrzanym uśmiechem.
Przez większość drogi młodszy podejrzliwie obserwował starszego, dając się nawet złapać za rękę i prowadzić. Jakby to tamten szedł do siebie i zabierał omegę. Z tym typem wszystko było na opak.
Zapach kwiatów od samego progu kręcił w nosie. Było ich zdecydowanie za wiele jak na tak małe pomieszczenie, ale z drugiej strony, jak się dobrze przyjrzeć młodszy nie wyrzucił żadnego z bukietów.
- Ciekawe wazony. – Mason nie mógł sobie podarować tej lekkiej zgryźliwości z uśmieszkiem.
- A widzisz, jakiś debil postanowił wykupić połowę kwiaciarni, bo raz wspomniałem o kwiatach. Trochę żałosne, no nie? – odwdzięczył sie tym samym.
A potem torba sie otworzyła i nowy zapach zaczął konkurować z tym kwiatowym. Kiedy Max poczuł tak nagły przypływ Masona feromonów musiał się mocno powstrzymać od tego aby nie zanurkować wręcz w swoim nowym prezencie. Trochę był w szoku, trochę nie wiedział co zrobić a trochę... Hej, nie było tego za dużo?
- Czy tobie zbliża się ruja? – spojrzał podejrzliwie na starszego znad swojego prezentu. Idealny moment do ataku, pościel i słoda omega, która by tak pięknie w niej wyglądała. Jednak nie mógł tego spieprzyć.
- Ale wiesz, że nie możesz... znaczy się ze mną. Pani doktor powiedziała, że w pierwszy trymestrze wstrzymać się powinno od seksu a co dopiero rui. – to byłoby zbyt poważne, w szczególności z ich dominacją. Trwałoby zbyt długo i intensywnie.
- Nie ma mowy o nikim innym. – Mason od razy wyhaczył słowa, że jeżeli chodziło niego.
I to znowu go trochę zmiękczyło. A może to ta cała kompatybilność? Albo jego rozhwianie emocjonalne i hormonalne przez ciąże. W każdym razie, cokolwiek to nie było zadziałało na korzyść Harveya.
- A więc transakcja wymienna. Po wszystkim spowrotem zrobimy zamianę.
Jego nos i policzki lekko się zarumieniły. Cokolwiek między nimi było, było zupełnie inne od wszystkiego co dotychczas Max poznał.
0 notes
Text
Omegaverse - Mason
Jak kiedyś radzono sobie z ciążami bez takiej specjalistycznej opieki? Cóż. Umieralność była większa. Mimo to ilość badań, kontroli i rozmów była zaskakująca. Niby słyszał od chłopaków z warsztatu, że to nie było wcale leżenie i czytanie książek, ale ilość spotkań i zwiększająca się ich częstotliwość była… Zajmująca.
A potem Max spuścił pytanie bombę, która zastanawiała go od początku. Mason dał sobie chwilę na odpowiedź, nie wiedząc jak szczerym być.
- Jasne, że tak. Żyjemy w mieście z top przestępczością - pewnie nie takiej odpowiedzi Max się spodziewał. - Martwi mnie ilość rzeczy, która może się spieprzyć. Ale nie martwię się o nas. Mówiłem poważnie - skręcił na główną drogę prowadzącą do mieszkania Maxa. - Świetnie sobie radzisz. Gdybyś nie miał istynktu, już teraz byłbyś na mieście próbując zignorować swój stan. Widziałem to. Nie bezpośrednio, ale jak szukasz problemów, znajdziesz je tutaj szybko. Reszty nauczymy się jak przyjdzie czas.
Był spokojny o swoje umiejętności, nawet nie czując tego jak Max. Jedyne jego połączenie z dzieckiem było na sali, gdy słyszał bicie serca. Żadnych efekty tworzenia w sobie życia nie czuł. Więc to życie było mu teoretycznie obce, a jednocześnie… Było jego. Nie umiałby go zostawić, i momentami to go przerażało bardziej niż poziom potencjalnego zagrożenia.
- Masz w domu składniki na makaron z sosem? Przygotuję kolację - zaproponował, czując się gotowym na kompletny brak składników do czegoś więcej.
Widocznie jednak ta opcja przekupienia podziałała, bo Max zaprosił go do siebie. Mason zaparkował na wolnym miejscu, który okazał się kawałek od mieszkania, i wyciągnął z bagażnika dużą torbę sportową. Nawet z takiej odległości pachnęła… Nim.
W mieszkaniu wyjaśnił co to było, otwierając zamek niczym gangsterzy w firmach. W środku jednak zamiast broni albo kasy, była pościel - koc, poszewka na kołdrę, nawet na poduszkę. Wszystko pachnące nim.
- Zakładam, że nie chodzisz w moich rzeczach po dworze. To może pomoże ci spać. Możesz to potraktować jak transakcję wiązaną, jak wolisz. Chętnie wezmę twoją pościel.
Był ciekaw kiedy Max domyśli się, że jego mocniejszy zapach i feromony mogły oznaczać jedno. Nie wiedział tylko, że było za wcześnie na ruję, a jego zapach, brak oznaczenia, przyspieszał jedynie tą Mansona.
0 notes
Text
Omegaverse - Max
“I tylko tyle potrzeba? Aż tak się podobało?”
W głowie już myślał jaki z tego faceta jest dziwak a na ustach kręcił się gdzieś mały uśmieszek.
Był całkiem z siebie dumny kiedy oddawał te marynarki. Mama go uczyła, że jak ktoś coś pożycza to powinno się o to zadbać. Zrobił co potrafił, tym bardziej, że nie było dla niego to takie łatwe, bo nie zajmował się takimi ciuchami. Poza tym, wiedział, że były od kompletów, bo zawsze Mason pozostawiał te, w których do niego przyjechał, więc myślał, że to było oczywiste, że je odda.
Tym razem naprawdę nie miał nic złego na myśli, wręcz przeciwnie. Jednak chyba nie wyszło zbyt dobrze.
O ile na razie w życiu codziennym Max całkiem nieźle mógł funkcjonować „zapominając” że jest w ciąży tak same wizyty u lekarza go stresowały. To był jawny dowód na to, że coś w nim rosło, rozwijało się. I po raz kolejny usłyszał serce dziecka. Biło mocno, chociaż szybko.
- To zupełnie normalne. Nie ma się czym przejmować.
Odpowiedziała lekarka kiedy podała omedze jednorazowe ręczniki aby mógł wytrzeć z siebie cały żel. Dopiero wtedy młodszy zauważył, że trzymał się ze starszym za ręke przez całe badanie, co sprawiało, że był spokojniejszy. Przy alfie po prostu było stabilniej. To czego jednak nie zauważył, bo cały czas patrzył się w monitor, to fakt, że kiedy płasko leżał jego brzuch się już nie zapadał. Co oznaczało, ze faktycznie rośnięcie za niedługo bedzie już widoczne.
- Wracając do tych mdłości – ginekolog przeniosła się za biurko i zaprosiła ich na fotele przed nim kiedy już Max się oporządził. – Dobrze, że leki pomagają, ale zrobimy jeszcze panel morfologiczny i sprawdzimy żelazo. Czasami od suplementowania go też można dostać mdłości, więc jak będzie na dobrym poziomie to spróbujemy je odstawić, ale będziemy musieli częściej je monitorować.
- A co to by oznacza?
- Badania krwi co dwa tygodnie, ale wyniki będą tego samego dnia. Jakikolwiek odchył poza normę oznaczać będzie od razu wizytę u mnie.
Przytaknął. Nie był fanem bycia kłutym, w przeciwieństwie do ojca dziecka, ale lepsze to niż codzienne wymioty albo stresowanie się, że dzieckiem mogło być coś nie tak.
Wychodząc od lekarza dostał nowe recepty i poczuł się nagle zmęczony. Tam zawsze było tyle informacji i dopiero w takich momentach zdawał sobie sprawę jak bardzo nie był na to wszystko przygotowany.
- Nie mam ochoty nigdzie iść, jestem zmęczony. – powiedział kiedy byli już w aucie. – Czy nawet na chwilę ciebie nie przeraża, że za parę miesięcy bedziesz ojcem? – zaczał rozmowę w powąznym tonie kiedy tylko ruszyli z miejsca.
0 notes
Text
Omegaverse - Mason
“*Za rozebranie mnie wczoraj*” Mason odpisał. Śmieszek. Max miał pełne prawo mu nic nie odpisywać. W całym mieszkaniu pachniało jak w kwiaciarni, a kurier ledwo je przyniósł.
W co ten znowu pogrywał czy się nudził i szastał pieniędzmi?
Wypranie i wyprasowanie ubrań było odpowiedzią samą w sobie.
Mason widząc rzeczy na wieszaku nie wyglądał ani przez chwilę na zadowolonego, a na pewno żadna z tych ubrań nie była tania. Oczami wyobraźni widział w nich Maxa, nie tylko bo pachniały nim, ale się kojarzyły. Więc oddanie ich było lekkim ciosem.
- Dzięki. Przyniosę ci nowe. Może niekoniecznie wyprasowane - zażartował jednak, szukając w tym czegoś więcej niż ewidentnego afrontu. Alfy nie dawały ubrań na chwilę. Nie atrakcyjnym, nie ugryzionym omegą. Swoją drogą wyprasowane? Mason nie był pewny czy w swoim mieszkaniu Max nawet zmieści deskę do prasowania. Co było kolejnym tematem do poruszenia… Na kiedyś.
Małe kroki. Co by nikt mu nie mówił, że się nie uczy.
Wizyta kontrolna u lekarza była… Mason byłby spokojniejszy, gdyby lekarzem był ktoś znany, niż losowy ginekolog, na którego Max przypadkiem trafił, bo miał wolne terminy. Na korzyść jego samopoczucia podobno wpływał wiek. Młode omegi, szczególnie te w okresie rozrodu, lepiej znosiły… Wszystko. Przynajmniej z założenia.
- Jak mdłości? Po lekarstwach ustały? - kobieta zapytała, szukając w międzyczasie płodu na ekranie. Mason również szukał. Siedział obok Maxa, trzymając palce na jego nadgarstku, nie chcąc być nachalnym, ale obok. Jego spokój zresztą niemalże pulsował i zbierał się wokół Maxa. Był irytująco stabilny i nie przestraszony nawet kiedy serce znowu zabiło i wypełniło pomieszczenie. - Wygląda dobrze. To już wielkość jabłka. Za mdłości w ciąży często odpowiada jakość nasienia.
Czy naprawdę to powiedziała?
Po minie Maxa szanse na zmianę lekarza prowadzącego zmniejszyły się od niskich do zerowych.
Denerwowanie ginekologa też nie było najlepszym pomysłem, nawet jeśli sporo słów cisnęło się Masonowi na usta w odpowiedzi na ten komentarz. Swojego zapachu jednak nie mógł powstrzymać, wysyłając ostrzegawcze feromony.
Podobna uwaga w stronę Maxa i była skończona,
- Mama radzi sobie doskonale - odpowiedział zamiast tego, skupiając się na wydruku. Nie widział tam wiele, ale był to kolejny dowód na to, że życie w Maxie rozwijało się dobrze. Zdrowo.
0 notes
Text
Omegaverse - Max
Max miał zasadę, że jeżeli na coś zasługiwał to mu się to należało. I mówił to co czuł. Nie chciał pozwolić siebie traktować protekcjonalnie. Teraz to tylko wymuszenie bycia na wyłączność – a raczej bardziej nie szukania innych – a potem co? Jeszcze alfa zacznie mu planować całe życie i mówić co ma robić. Co to, to nie! Nawet jeżeli miałby podjąć kiepską decyzje, to była jego kiepska decyzja.
A nakaz rozebrania się starszego tu i teraz był całkiem... dobrą decyzją. Nie wstydził się swojego wzroku, w końcu przecież Masonowi o to chodziło aby w ten sposób się między nimi układało, prawda? Poza tym, nawet jakby go nienawidził to i tak mógł doceniać piękno. A jak na swój wiek tamten był dobrze zbudowany. Max nie miał nic przeciwko tym raczej szczupłym, ale tutaj nie musiałby się martwić czy alfa będzie w stanie go unieść. Co było też niedorzeczne, bo jeszcze taka się nie pojawiła, która takiego chuchra by nie podniosła, ale z drugiej strony... za niedługo miał mieć ogromny brzuch.
Poczuł się dobrze z swoim wywodem a do bluzki przytulał się całą noc aby nad ranem, pierwszy raz od bardzo dawna, obudzić się z mokrymi majtkami. Poczuł, że to było żenujące mieć mokry sen tylko na podstawie feromonów i zobaczenia klaty. Chociaż miał też przebłyski z rui. W każdym razie, ta noc była marnotrastwem.
Nie spodziewał się, że ten dzień przyniesie jeszcze jakieś zaskoczenia, do momentu aż zadzownił jego dzwonek do drzwi. Matt jeszcze nie wrócił, z Masonem się nie umawiał, z rodziny nikt się nie zapowiadał, więc kto to był? Wścibska sąsiadka?
- Dzień dobry, poczta kwiatowa, czy pan Maxwell Goodwin?
- Tak, to ja. – spojrzał zszokowany kiedy chłopak już wpychał mu długopis do podpisania dokumnetów. – Ale zaraz, co to jest? Ja niczego nie zamawiałem.
- Oczywiście, że nie, to zapewne w prezencie. Od tego jest nasza poczta kwiatowa.
- A wiem pan od kogo to jest? – ta absurdalna ilość kwiatów zatkała go.
- Hmm... dziwne, jest tylko nazwisko, od pana Harveya. Życzę miłego dnia!
I tak oto został z trzema koszami kwiatów zupełnie sam. Postawił jeden w kącie sypialni, drugi przy półce w salonie a ostatni musiał jakoś rozpalcelować i to w dodatku na jeden garnek i szklanki, bo nie mial nawet wazonu.
- Co za człowiek, z nim się rozmawiać nie da.
Zrobił zdjęcie kosza w pokoju i wysłał do starszego.
„A tym razem za co?”
Ostatnim razem tamten przepraszał w ten sposób.
W poniedziałek wyszedł przed klatkę zaraz po tym jak usłyszał charakterystyczne buczenie silnika. Szybko udało mu się zauważyć, że to auto, którym ojciec jego dziecka jeździ jest inne od pozostałych, a tym bardziej lepiej słyszalne z racji, że jego uliczka nie była aż tak ruchliwa.
- Proszę. Wyprane i nawet wyprasowane. – przekazał dwie marynarki, ktore zalegały u niego w mieszkaniu, ale nie T-shirt. Ten był wygodny, więc może go sobie zostawi.
0 notes
Text
Omegaverse - Mason
Jeśli w knajpie zachowanie Maxa można było ująć jako “uległe”, tak w aucie Mason zupełnie tego nie czuł. W jednej chwili parkował auto, w drugiej słyszał, że ma wyskoczyć z ubrań. Bluzki. Pod którą nie miał zupełnie nic, bo kurtkę oddał Maxowi kilka godzin wcześniej, i nie zapowiadało się na to, aby ten planował ją oddać.
Dobrze.
Mason musiał się tylko powstrzymać, aby nie zapytać się czy przypadkiem bielizny też nie chciał. Dopiero tam było siedlisko feromonów. Nie był to jednak dobry czas na żarty albo grzeszne propozycje. Jeśli Max nagle wiedział czego chciał, szło to z interesem dziecka (i jego), nie planował go zniechęcać.
Ściągnął koszulkę w tej małej przestrzeni między kierownicą a siedzeniem, podając mu ją. Kawałek czarnej bawełny. I po chwili jego blada skóra ozdobiona tatuażami. Wciąż nie czuł się nagi, i nie wyglądał na takiego.
Mimo to na wzrok Maxa nie mógł się nie uśmiechnąć. Ten patrzył na niego jak na towar w sklepie albo bydło przed zakupem. Ile Mason mógł być wart? Kilka owiec? Dorodną klacz? Może gdyby wstał i się przeciągnął, równowartość byłaby gorącokrwistego ogiera. Szkoda, że cały dzień rozluźnienia, ciężki posiłek i siedząca pozycja nie wpływa dobrze na jego sylwetkę. Już dawno jednak dbał bardziej o zdrowie i siłę, niż wygląd, więc mięśnie były nieco inne niż u kogoś kto mocno się ścinał. Tutaj szeroka klatka, płaski brzuch z odrobiną zdrowego tłuszczu chroniący wnętrzności i ładnie zarysowane barki, bo tutaj niewiele mogło się zbierać.
A potem wysłuchał krótkiego kazania i zasad o przyszłych rozmowach. Czego to nie powinien mówić i robić, jakby realnie zrobił którąś z tych rzeczy. Tak naprawdę gówno zrobił, a Max był mocno przewrażliwiony, ale kurwa. NIe chciał z nim walczyć o to. Mieli całą listę rzeczy i problemów do uzgodnienia, desperackie bronienie swojej niezależności przez Maxa było dalekie na tej liście.
-Przyjadę po Ciebie - zadeklarował zamiast tego. - Miłej nocy, Maxwell.
Skoro jeden bukiet róż to za mało, Mason na piątek zamówił trzy bukiety koszy z kwiatami. Jego mama zawsze mówiła żeby było nieparzyście. Był ciekaw jak Max zareaguje na kuriera z całym naręczem kwiatów zajmujących każdy wolny blat w tej małej przestrzeni.
Pod mieszkanie Maxa w poniedziałek przyjechał prosto ze swojego mieszkania, zamykają w bagażniku kolejną kartę przetargową.
0 notes
Text
Omegaverse - Max
- Chociaż jedna rzecz co, do której mogę się zgodzić. – prychnał.
Spojrzał się ciętym i surowym spojrzeniem na to całe skarbie na końcu zdania. No tak, alfa dostała to co chciała to i od razu zadwolona była. Dodatkowo wkurzyło go jeszcze to, że tamten wpadł na jeszcze lepszą myśl od niego. Faktycznie z nikim oznaczało... no właśnie z nikim. Dlaczego więc nie wziął tego pod uwagę od samego początku?
Chociaż Max tego nie rozumiał, to jego mózg i ciało już się przestawiały. To co Mason mówił było prawdą, byli kompatybilni i to aż nazbyt dobrze. Oczywiście można było z tym walczyć, ale aby to podziałało należało trzymać się z daleka od tej drugiej strony, tak samo jak uczynił to Josh, zraniony uciekając od Matta. Tutaj jednak sprawa wyglądał inaczej, bo młodszy nie mógł uciec, bo Harvey był mu potrzebny. Był ojcem dziecka, a on jako matka potrzebował wsparcia, ochrony i uspokojenia, które może dać tylko alfa i to ta konkretna. Ich wysoka kompatybilność i to jak obaj byli dominujący tylko jeszcze bardziej przekreślało takie możliwości jak zarzywanie jedynie leków imityujących alfie feromony i czucie się dobrze. Powoli powinno już do Goodwina dochodzić, że jednoznacznie utracił czas szlajania się po klubach i dobrej zabawy a w końcu zaakceptować to, że za niedługo będzie musiał urodzić dziecko.
Jednak dokładnie ten moment nie był tym momentem. Dlatego też z frustracją spojrzał na rzeczone frytki, których nie chciał. Chociaż chciał. Bo wszystko rozbijało się o to, że miał nie być już więcej wodzonym za nos przez starszego, ale miał wrażenie, że znowu mu się poddaje. Nie miał jednak zamiaru nic tamtemu ułatwiać.
- Zdejmuj bluzkę. – wyparował jak tylko podjechali pod jego mieszkanie. Może gdyby starszy nie zepsuł wszystkiego dzisiaj dostałby przynajmniej zaproszenie na herbatkę, no ale sam sobie zgotował to co teraz dostał. – Chcę tą bluzkę. – wskazał na T-shirt, który Mason nadal miał na sobie pomimo jawnego rządania. – Będzie lepszy niż kurtka, w której to ja przechodziłem cały dzień.
Oczywiście chodziło o feromony. Nadal na górze miał Harveya dwie marynarki, które jakoś nie po drodze było mu oddać. Jednak już na nich feromonów nie było, a on ich będzie potrzebował. Więc kiedy w końcu alfa zrobiła to o co go omega poprosiła, tak jego zdaniem to była grzeczna prośba w tej sytuacji, to oczywiście, że Goodwin nie powstrzymał się od zlustrowania tego co się pod nią kryło. Mnóstwo tatuaży i mięśni. Dobrze zarysowanych mięśni. Ewidetnie musiał być silny i trenować. Przyjemnie się na to patrzyło, jeszcze przyjemniej byłoby tego dotknąć albo w ogóle na tym się położyć, ale z tyłu głowy nadal tliła się złość. A Max nie należał do tych, którzy łatwo odpuszczali.
- Nigdy więcej nie mów mi co mam czuć ani nie rozkazuj. Nie masz ani do jednego, ani do drugiego prawa nawet jeżeli jesteś alfą, ojcem dziecka czy po prostu starszy. – powiedział kiedy w końcu zgarnął bluzkę i zdjął kurtkę, tylko po to aby wziąć też swoją bluzę. – Masz jakieś plany w tej swojej głowie, ale to nie oznacza, że wszystko ma pójść według nich. Jeżeli czegoś nie będę chciał albo mi się nie będzie podobać to tego nie zrobię, nawet jakbyś mnie straszył czy zmuszał. Więc albo się musisz postarać albo dać sobie spokój. A jeden bukiet róż i to w dodatku na przeprosiny i parę randek nie wystarczy. Nie żebyśmy stali się jedną, szczęśliwą rodziną.
Wyszedł z auta, ale zanim jeszcze trzasnął drzwiami westchnął ciężko i przewrócił oczami. Trochę jakby go fizycznie bolało to co miał zamiar teraz zrobić, ale i tak to zrobił, nachylił się do środka aby dodać:
- Przypominam, że w poniedziałek na 13:15 mam wizytę kontrolną. Jeżeli chcesz na niej być to daj znać czy po mnie przyjedziesz czy widzimy się na miejscu.
A więc nie odebrał mu przywilejów jakie już alfa dostała, ale pogroził. Jeżeli to czego Mason chciał to bycie razem, to musiał przestać zachowywać się jakby pozjadał rozumy i zaplanował całe życie a teraz oni mają je odgrywać. No cóż, jak widać mocne charaktery się przyciągały.
0 notes
Text
Omegaverse - Mason
- Wiesz co mówią o alfach. Mentalnie wiek szkoły średniej - Mason rzucił, spodziewając się zgromienia wzokiem. Jednak poważnie, on wiedział co chciał. Chodził i ogłaszał to wokół raczej jawnie.
Max, dziecko, coś ich. Wspólnego. Był gotowy do rozpoczęcia relacji, nawet jeśli nie bawił się w nie. Perspektywy się jednak zmieniały, i nikt nie mógł go nazwać nie plastycznym. Oto kawaler roku gotowy do związania się z jedną omegą - matką swojego przyszłego dziecka.
Poza tym… Czy właśnie strzelił sobie w kolano?
- Czy właśnie wkopałem się do worka “z nikim” i pożałuję tego? Muszę przy tobie uważać. Wiesz jak ciąć, skarbie - gdyby nie był pod lekkim wrażeniem, byłby bardziej rozbawiony. Może i lepiej. Czuł irytację pod skórą, a nie łatwo było go wyprowadzić z równowagi. To mogła być supermoc Maxa. Sposób na wykastrowanie go i wzburzenie w paru słowach.
A potem zobaczył jak ten dziobał w sałatce, wybierając… Chyba nic z niej. przekładał warzywa z boku na bok.
- Chcesz? - wskazał na swoje frytki. - W końcu to też warzywa - z solą na tłuszczu, i pewnie nie tylko. Oba jednak mogli być dzisiaj szaleni. Chociaż coś czuł, że Max wybierając sałatkę był szalony, gdy on zwykle pilnował diety. Takiego ciała w tym wieku nie budowało się pustymi kaloriami. A mając młodszego (potencjalnego) partnera musiał trzymać formę.
Po kolacji, przeszli się jeszcze chwilę po okolicy, zanim nie wpakowali do auta. Przed nimi była godzina trasy, tym razem autostradą, i Mason był bardziej niż zadowolony, że przez cały ten czas jego telefon nie zadzwonił ani razu.
Do napiętej atmosfery Max przygotował go tak skutecznie, że teraz ciężko było wskazać czym się ona różniła od zwyczajnej ciszy. Nawet jeśli to zmarszczenie na czole omegi nie było nigdy dobrym widokiem.
0 notes
Text
Omegaverse - Max
- Jestem jaki jestem, a ty nie pomagasz.
Jakby sam nie miał kociokwiku w głowie to jeszcze starszy musiał mu dorabiać dodatkowych problemów. Było tak miło, spędzili spokojnie wspólnie czas, poznali się trochę lepiej, a teraz mieli zjeść coś dobrego. Po co tamten to wszystko psuł?
Pytanie o to czego chciał było bezcelowe, bo sam po prostu tego nie wiedział. Jednego dnia zarówno Masona nienawidził jak i tęsknił za nim. No, może nie do końca za nim a za jego ciepłem i feromonami. A przynajmniej tak sobie wmawiał. W każdym razie, był młody, chciał się wyszumić, bawić i żyć może nie do końca grzecznie, ale pełnią życia. A teraz mu wszystko odebrano i narzucono nową ścieżkę. Gdyby to Matt był w ciąży wyszłoby o wiele lepiej. Miał pewnego Josha – bo obaj byli siebie pewni – który zapewne cieszyłby się z dziecka. Ich rodzina by ich wsparła a okularnik już by wił im gniazdko i kupował urocze ciuszki. On sam? Nie chciał o tym myśleć, bo nie wiedział co a to wprowadzało go w panikę. A pierdolona alfa, prawie o dekadę starsza po prostu spokojnie sobie siedziała i chciała wyłączności i jakiś inny rzeczy. Jak gdyby to co się wydarzyło nie było wpadką tylko boskim planem, który bez zająknięcia musiał przyjąć i nie dyskutować.
Życie było niesprawiedliwe.
- I co, odwracanie kota ogonem i zadawanie tego samego pytania co druga strona, ale innymi słowami zazwyczaj działa? Bo moja mama skończyła z tą metodą jak kończyłem podstawówkę. – przesunął filiżankę z herbatą na bok, bo już widział jak kelnerka idzie do nich z zamówieniem. Świetnie. Saładka. Jeszcze piętnaście minut temu myślał, że to było dobry, zdrowy wybór. Teraz zdrowe wybory go jebały. W ogóle najchętniej wziąłby shot Tequilly. No ale przecież nie może.
- Świetnie, jak ci tak bardzo zależy to proszę bardzo, z nikim nie będę I nikogo szukać nie będę. - oczywiście potem pomyślał, ze do czasu końca ciąży, ale nie musiał juz tego dopowiadać.
Podziękował kobiecie i wziął widelec aby zacząć grzebać w tej sałacie i jeść. Na pewno nie chciało mu się już kontynuować tej fatalnej rozmowy.
0 notes
Text
Omegeverse - Mason
Ciąża, ciąża, ciąża.
Mason był pewien, że nawet bez tej całej ciąży, Max znalazłby sobie przynajmniej kilka innych argumentów dzielących ich.
Feromony? Hormony? Różnica wieku? Płci?
Lista mogła być długa. Nie chodziło tak naprawdę o to co ich dzieliło i łączyło, a o uprzedzenia i przekonania Maxa. To co miało być jego ochroną, w tym momencie obracało się przeciwko niemu. A na pewno Masonowi, ale w tym momencie on sam był tym co dobre dla Maxa. Musiał tylko to udowodnić.
Tylko.
Niedopowiedzenie roku.
Nie byli nawet razem, a już wiedział czemu w filmach to kobiety doprowadzały facetów do błędu i upadku.
- Bo nie jesteś zdenerwowany i defensywny - wypomniał mu, bo nie mówił mu co czuje, a co jest naturalne. Czy nie powinien się odnosić do jego uczuć? Pewnie nie. Na pewno nie w ten sposób. Cholera. Mason czuł, że musiał się jeszcze trochę nauczyć, a był na tym świecie już trochę.
- Powiedziałem. To czy kogoś znajdziesz czy nie, to inna sprawa. Nie chcę abyś był w ogóle zainteresowany. Czego ty chcesz ode mnie? Od tej… Relacji - wskazał na nich dłonią, nie mówiąc układu. W tym momencie byli temu bliżej.
Max ewidentnie czuł, że mógł wiele zmienić. Zabronić mu spotykać się, uczestniczyć, może nawet zbliżać się. Testował na ile mógł sobie pozwolić, czy po prostu był bezbronny w tym dorosłym świecie, próbując szybko znaleźć grunt pod nogami i nauczyć się zasad?
Był młody.
0 notes
Text
Omegaverse - Max
- A co ma to do tego?!
Nagle jego glos się podniósł a para obok przy stoliku zamilkła i spojrzała na nich. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie Masona aby się odwrócili i zajeli sobą. I lepiej, że trafili na jego a nie wściekłego Maxa, bo by o wiele gorzej skończyli.
Wziął głeboki oddech.
- To czy byłem czy nie byłem w związkach nic do tego nie ma. I ten cały wywód historyczno-biologiczny? Bal, bla bla. Nie żyjemy w czasach, gdzie człowiek żyje samym instynktem. To już minęło. Trzeba mieć też coś w głowie. Znam pary, które połączyły się nie z swoimi drugimi połówkami i też są szczęśliwe. To, że, i o ile, do siebie pasujemy chemicznie nie oznacza, że z tego coś musi być. – jego emocje trochę znowu opadły, więc zaczął mówić spokojniej. – Nie chodzi o to, że nie może, ale ja sam nie wiem. Jak zauważyłeś jestem w ciąży. Nawet jakbyśmy nie mieli wysokiej kompatybilności, o której tak dużo mówisz, to w tej sytuacji prawdpodobnie czułbym się tak samo z chęcią bycia przy boku ojca mojego dziecka. To tylko instynkt, hormony i feromony. I to o czym ty mówisz, że czujesz, ja nie mogę przez to być tego tak samo pewny, bo mi wszystko wiruje w środku.
Był w tej chwili spaczony przez ciążę i nie mógł być pewien czy chodziło między nimi tylko o to, że mieli mieć dziecko czy faktycznie.. mieli być tacy jak Matt i Josh. Sama ta myśl też go trochę przerażała, bo widział od momentu jak się zeszli jak świrowali na swoim punkcie. Miał też tak latać i chcieć zrobić dobrze temu typowi? A gdzie jego lata oderwania się od rodziny, samodzielnego życia i dobrej zabawy?
- Nie mów mi co czuję i jak mam się czuć. Nie będziesz podejmować za mnie decyzje i w tej kwestii. – syknął złowieszczo pokazująć, że nie da sobą manipulować i nie będzie posłuszny. Nigdy nie był i teraz jakaś tam alfa tego nie osiągnie.
Westchnął ciężko aby trochę się rozluźnić. Nie zauważył tego, ale kurtka, w której nadal siedział, a była Harvey’a, dodawała mu w tym wszystkim ciepła. I nie chodziło o to fizyczne a mentalne, ktore pozwalało mu się trzymać w ryzach. Przecież nie chodziło o to aby robić tutaj scene, prawda?
Zrobiło mu się jednak źle kiedy tamten użył karty dziecka. Jeszcze się nie narodziło, on dbał o wszystke leki i wizyty u lekarza oraz o dawkę feromonów od ojca, więc jak mógł ciągnąć je na dno?
- Tak właściwie to o co ci dokładnie chodzi, co? Ponajemy się, chodzimy na randki, nie odbieram ci żadnej możliwości na bycie przy badaniach czy przynajmniej na ten moment byciu przy dziecku w przyszłości, więc o co chodzi? Pijesz do czegoś, czegoś jak widać oczekujesz, ale mydlisz mi oczy chemią i kompatybilnością. Wyduś to z siebie. Bo jeżeli chodzi ci tylko o tą całą „wyłączność” to nie wiem czy wiesz, ale omegi w ciąży nie mają zbytniego brania na rynku. A w szczególności wśród dwudziestolatków.
0 notes
Text
Omegaverse - Mason
Obietnica wyłączności jest bardzo kusząca, ale na ten moment nie mogę stwierdzić czy jest osiągalna.
Mason odetchnął głęboko. Nie krył się z tym nawet. Max miał gardę wysoko, co się ceniło. W świecie gdzie niektóre omegi wciąż były pomijane albo niedoceniane, postawienie granic było istotne. Mason mógł zrozumieć skąd to się wzięło. Obecnie wychowanie nie opierało się na tłumieniu omeg, a wzmacnianiu w nich pewności i tworzeniu systemów ochronnych. Jeśli przypadkiem w brzuchu Maxa właśnie rosła omega, Mason tym bardziej to wspierał. Chciał dobrego świata dla swojego dziecka. Dobrego w miarę możliwości.
Przytyk o zapachu był jednak wymierzony personalnie. Czy to nie on skusił Masona? Obaj wiedzieli, że poszedł za Maxem niczym kura za ziarnem.
- Nie musisz się “bronić”. Chcesz tego - sięgnął po swoją kawę, będąc malowanym jako zło najgorsze. Nie był grzeczny, ani w wyglądzie ani zachowaniu, ale nie był też tym ścierwem przed którym wszyscy musieli się chronić. Max nie musiał. - Jesteś w ciąży, i to nadaje jakiś kierunek naszej znajomości, ale zasady są takie same. Relacje się buduje, zaufanie zdobywa. Byłeś kiedyś w związku?
Nie potrafił określić dlaczego Max tak bardzo… Go trzymał z daleka. Ktoś go kiedyś skrzywdził czy nikt nie miał takiej możliwości? Dopuścił kiedyś do siebie bliżej? Mason domyślał się, i czytał, że hormony w tym momencie krzyczały aby dopuścić do siebie alfę bliżej. Jako ochrona i wsparcie. Ten stan wraz z rozwojem ciąży będzie się pogłębiać.
- Obecnie jest na tyle mało dominujących alf i omeg, że statystycznie możliwość spotkania kogoś wysoko kompatybilnego jest stosunkowo niska. - Zmienił temat, a właściwie go kontynuował. O tym też czytał. - Nie zdarza się często, aby jedna osoba czuła większą kompatybilność niż druga. To w końcu chemia. Alfy, jako te bardziej niestabilne przez testosteron, są bardziej podatne w relacji na drugą stronę. Są teorie, że to część ewolucji, dająca omegą ochronę i władzę. Nie dbam o to - nie chodziło o lekcję historii ani biologii. - Chodzi o to, że im mniejsza kompatybilność, tym omega jest bardziej narażona na krzywdę, im wyższa, tym alfa. Ma to sens. Wasz instynkt desperacko szuka obrońcy, my jesteśmy terytorialni. Nasza kompatybilność jest naprawdę wysoka. Czuję to.
To jak śmiało sobie Max z nim poczyniał, i jak bardzo Mason na to pozwalał, było zastanawiające. Poważnie. Mason nie wierzył w romantyczną miłość od pierwszego wrażenia. Uczucia i przywiązanie były kłopotliwe. On był praktyczny. Ale Max zaczynał w tej obronie być już absurdalnie irytujący.
- Pewnie cię to denerwuje. Hormony przez ciąże, moje feromony. Może być to denerwujące. Tracenie kontroli. Nie chciałem przez to relacji w przeszłości. Nie były tego warte. Ale jesteśmy tutaj, a ja nie dbam o lepsze propozycje z przeszłości. I kiedy ty się bronisz przed biologią, ciągniesz mnie i dziecko coraz bardziej na dno. Jeśli po ciąży i narodzinach nie będziesz tego czuł, poszukamy rozwiązania wtedy. Na razie nie wyobrażam sobie braku wyłączności. Z mojej strony też.
0 notes
Text
Omegaverse - Max
Prychnął kiedy tamten spojrzał się na jego brzuch w sprawie grania w hokeja. Więc dla dziecka mógł, ale dla Maxa już nie? Oczywiscie, że to się młodszemu nie spodobało. Nie był jakimś inkubatorem aby nosić dziecko, które potem wszystko dostanie a on sam na bok zostanie odsunięty.
Szczerze nawet tak jeszcze nie pomyślał, to pierwszy raz kiedy taka myśl się pojawiła. No może poza tą chwilą kiedy Mason mu wręcz groził w sprawie jego rzekomego usunięcia ciąży. To był też chyba jedyny raz kiedy faktycznie starszego się bał. Mimo wszystko, dziecko może i było wpadką, ale alfa zarzekała się jeszcze parę dni temu, że biega za nim nie z tego powodu. Max nie chciał zostawać w tyle czy być pominiętym, bo to prowadziło właśnie do tego o czym teraz rozmawiali.
Wsłuchiwał się w kolejne obietnice, że nikogo innego nie ma. Czu mógł temu wierzyć? Harvey wydawał sie bardzo stanowczy, w szczególności kiedy z wyższością spoglądał na niego mówiąc o tym jak to lojalność szanuje nad wszystko inne. A mimo to młodszemu to wszystko do kupy się nie spinało. Wiedział, że był ładny, wiedział też jaki miał charakter. Podobać się mógł, ludzie mogli za nim szaleć, ale na samym końcu był omegą. Niewielką, kruchą i raz oznaczoną nie mającą możliwości uwolnienia się od tego z kim się zwiąże. Bycie z kimś na poważnie a nie tylko dla seksu nie było dla niego czymś prostym, co mógł sobie stwierdzić z samego rana zaraz po tym jak się podrapał po tyłku. Świat był tak stworzony, że omegi były na łasce alf lub w ciągłej ucieczce przed nimi. Ciężko było więc uwierzyć w to, że ktoś taki jak Mason po prostu, ot tak stwierdził, że chce być jemu wierny i nie ma nikogo innego.
- Dziękuję.
Podejście kelnera pozwoliło mu na oderwanie swojego wzroku od starszego, chociaż nadal czuł jak go przeszywają te dwie różne tęczówki. Powoli otworzył poczuszkę z torebką herbaty, zanurzył ją w wodzie i delikatnie pohuśtał aby zdążyła sie zaparzyć, ale nie za mocno – nie lubił mocnej herbaty. Odłożył zurzytą torebeczkę na bok, położył delikatnie palce na filiżance i powoli, powłuczając rzęsami spojrzał z powrotem na starszego.
- Nie mam powodu ci nie wierzyć. – można byłoby odetchnąć, może nawet na moment Mason pomyślał, że wygrał, ale niestety to nie był koniec wypowiedzi. – Nie mam też powodu aby wierzyć. Obietnica wyłączności jest bardzo kusząca, ale na ten moment nie mogę stwierdzić czy jest osiągalna. Nie znamy się na tyle dobrze abym wiedział na ile twoje słowo jest wiarygodne i ile warte. – podniósł fliżankę do ust, podmuchał kilka razy, upił delikatny łyk i ponownie ją odstawił. Był nadwyraz spokojny, opanowany i poważny. Trochę jak nie ten sam chłopak, którego dotąd widział starszy. To mogło też wiele świadczyć o tym jak ten temat był dla niego ważny, dlaczego się bronił i obawiał. – Niestety, ale każde z nas niesie w tej sytuacji brzemie swojej drugiej płci. Ty chcesz posiadać, ja muszę się bronić. Im bardziej dominujące alfy tym ich ego większe i myślenie, że im wszystko można. Wiele się mówi o ich zdradach, o rodzinach na boku, o wyjściach do burdeli, gdzie nomen omen wykrzystuje się omegi. O tym jak omega została zgwałcona, wykorzystana bo podobno sama tego chciała, bo jej zapach kusił. O oznaczeniach, które niektórym odebrały chęć do życia. O samotnie wychowujacych dzieci. Nie mówię, że ja czy ty tacy jesteśmy, ale sterotypy skądś się biorą a ty nie zacząłeś tego od najlepszej strony. – akurat w sytuacji między nimi młodszy nie miał sobie niczego do zarzucenia. Nie ściągał alfy na specjalnie za sobą, nie rzucał się na nią i zachował tyle ostrożności ile się dało w tamtej sytuacji. – Nie tak sobie wyobrażałem swoje życia zaraz po studiach i jest mi ciężko uwierzyć, że ty przeczekałeś tyle czasu i akurat teraz nagle masz ochotę związać się ze mną. Założe się, że miałeś wiele lepszych propozycji niż ja.
Choć Max był niby spokojny a może wlaśnie nawet i to w połączeniu z jego słowami poazywało jego strach. Strach, wykorzystanie, zdradzenie, pozostawienie. Nie przyznałby się do tego bezpośrednio, pewnie jeszcze by kogoś opierdolił gdyby mu powiedział, że to czuje, ale właśnie to wybrzmiewało z jego słów. Martwił się o bycie tym na chwilę, na ten moment, o to, że się znudzi i pozostanie sam z dzieckiem. Był sporo młodszy od Harveya, trochę na innych falach nadawali, więc to było oczywiste, że mógł być szybko rzucony w kąt. Starszy nic na tym nie straci, on może wszystko.
0 notes
Text
Omegaverse - Mason
- Nie gram już w hokeja - to nie było odkrywcze. Jego spojrzenie w stronę brzucha Maxa za to już tak. - Ale nie mówię “nigdy”.
Nie mieli pojęcia czy to dziewczynka czy chłopiec, i niezależnie od płci, jeśli maleństwo będzie chciało na łyżwy, Mason zamierzał je tam zabrać. Tak po prostu. Rodzicielstwo jak na razie wychodziło mu naturalnie. Sam był tym zaskoczony. Był ciekaw jacy oboje będą po narodzinach, gdy nie będzie tylko teorii, i będą musieli się nauczyć funkcjonować z nowym życiem.
Mason odchylił się do tyłu na Maxa spojrzenie, pozwalając zlustrować się wzrokiem. Od góry do dołu - na ile mu stół pozwalał. W tym momencie wątpił aby wyglądał na materiał na przykładnego męża. W garniturze już szybciej, bez niego jego tatuaże były bardziej widoczne. Gdyby ściągnął ubrania, Max miałby nawet dowód w postaci jakiś starych blizn. Niektórych jeszcze z czasów grania w hokeja.
Ale nie o tym rozmawiali.
- Dla mnie burger BBQ - poprosił. - I cola zero - oddał kartę, czekając aż kelner odejdzie. To nie była rozmowa którą chciał tutaj zaliczyć, ale może powinni to z siebie zrzucić. Oboje.
- Nie mam żony - powtórzył chyba po raz drugi, trzeci, albo setny. I nie lubił się powtarzać. - NIe mam kochanki czy partnera na boku. Narzeczonej. Chłopaka. Jakiegokolwiek określenia nie użyjesz. Żadnego “stałego” zainteresowania poza Tobą. Nie będę udawać, że nie lubię seksu, i nie moglibyśmy spokojnie przenieść się teraz gdzieś indziej na pieprzenie, ale to nie oznacza to co próbujesz mi twardo udowodnić przez ostatnie tygodnie. Oznacza po prostu to. Lubię seks. A wiesz co szanuję bardziej? Lojalność. W obie strony.
Widział Maxa z kimś innym. Więcej niż raz.
- Jestem z Tobą szczery. Jeśli będziemy razem, a w tym momencie nie wiem czy jesteśmy, nie będzie nikogo innego. I wymagam tego samego. Krążek jest po twojej stronie.
Kelner znowu wybrał moment na przyniesienie im coli i herbaty.
Mason przez ten czas nawet na moment nie spuszczał wzroku z Maxa. Osiągnął jakiś poziom w swojej cierpliwości. Głównie jednak nie chciał stracić jego reakcji.
0 notes
Text
Omegaverse - Max
- Czy ja wiem czy lubię. Trochę mnie fascynuje to wszystko. – w szczególności, że jako omedze było mu odradzane lub zabraniane branie udziału w zespołowych sportach, bo popsuje wizerunek, spartaczy grę lub nie daj Boże wywoła pocąg do siebie. – Chyba wolałbym zobaczyć ciebie w trakcie gry.
Uśmiechnął się kusząco. Świadomie czy nie grał w Masona grę. Obaj siebie próbowali, obaj krążyli dookoła siebie. Jeszcze na palcach, bo nie byli całkowicie pewni czego chcą i w jakiej formie od siebie, ale czująć to sławetne COŚ. Może starszy wiedział czym to było, ale Max jeszcze do tego nie dotarł. Albo nie chciał tego wiedzieć, bo ciągle z tyłu głowy miał to jak to się zaczęło. I jak się skończy, chociaż o tym aż tak mocno starał się nie myśleć. Na razie w miarę możliwości starał się żyć jakby nic się nie zmieniło, chociaż niedługo pojawią się dalsze oznaki jego ciąży, na czale z brzuszkiem.
- Hmm, patrząc na ciebie i twoje możliwości to skłaniałbym się raczej na całkiem spory. – odłożył kartę i poważne lustrował i świdrował wzrokiem starszego. Przystojny, dominujący i na pewno forsy mu nie brakowało. Wiek też miał taki, że już zdążył się wyszaleć, więc spokojnie rodzinkę mógł mieć. Powiedzenie, które tamten zacytował wcale tutaj nic nie pomogło. – Tylko skąd mam wiedzieć, że nie lubisz imprez?
Pięknie powiedziane, że dwójka to tłum a trójka to już impreza tylko wszystko zależało od tego na co dany człowiek stawiał. Byli tacy, którym właśnie na imprezach zależało. Otaczali się kilkoma pięknymi omegami, które na zmianę się pukało. Albo miało się jednego towarzysza, z którym była rodzina, dom i stabilizacja tylko jak się wyszło poza progi rzekomego domu to były dwa inne mieszkania, w których utrzymywało się kochanków.
- Pytanie co z żoną, która nie jest chwilowym a stałym zainteresowaniem. – teraz mógł być zainteresowany jedną omegą, ale to mogło być równe chwilowe niczym dmuchawce latem. Parę dmuchnięć – if you know what I mean – tej interesującej omega I zaintersowanie pryska. – No i ile twojego potomastwa na tym świecie biega.
W tym momencie podszedł kelner, bo oczywiście ci byli znani z idealnego wyczucia.
- Dla mnie sałatkę z tuńczykiem i czarną herbatę.
Wyjątkowo zdrowy wybór jak na niego, ale po bitej śmietanie było mu trochę niedobrze i nie zawsze musiał zajadać się tylko fast-foodami.
0 notes
Text
Omegaverse - Mason
To jedzenie kiedyś obróci się przeciwko Maxowi, ale w tym momencie był młody, miał nie zniszczony żołądek i szybką przemianę materii. Nosił też dziecko Masona, więc ten badał nawyki przyszłej mamusi. To był jednak tylko jeden gofer. Nikt nie umarł od odrobiny cukru, z nimi na czele.
- To kwestia kultury i adrenaliny. Zmiany są naprawdę szybkie, wychodzisz na niecałą minutę. Pierwsze sekundy na lodzie i musisz być od razu skupiony. Poza tym gra jest bardzo szybka, ostra. Zawsze musisz być do przodu. To łatwo wchodzi do głowy - spróbował to wyjaśnić, ale tak naprawdę nic nie wyjaśniało tego co działo się na lodzie.
Gra była szybka, emocje wysokie, i wyglądało to zupełnie inaczej niż przykładowo w piłce nożnej, tak popularnej w Anglii. Miałeś czas na zbudowanie frustracji i na uspokojenie się przez całą połowę. W hokeju byłeś cały czas w ruchu, cały czas do przodu. Pomijając fakt, że praktycznie każdy polował na twoje miejsce. Im wyższa stawka, tym większe emocje. Dodaj do tego naturalną agresję alf, szalejące feromony, powarkiwanie.
- Lubisz takie sporty - to było coś innego niż gadanie o hokeju. Mason uśmiechnął się lekko, bo Max zupełnie zignorował jego wzmiankę o sztukach walki i innych zajęciach. Może dlatego, że hokej był czymś bardziej złożonym niż nawalanie się pięściami. A jednocześnie to wciąż była duża część hokeju, chyba jedynego sportu gdzie realnie w środku meczu mogłeś zrzucić rękawice, pobić się z kimś, a chwilę później kontynuując zagrywkę, jakbyś przed chwilą nie wybił komuś zęba. - Poszukam nam biletów. Ale na żywo z przerwami nie jest to tak interesujące.
Bez piwa i możliwości przeżywania tego. Tutejsza liga też nie była taka ciekawa. Gdyby skoczyli gdzieś dalej, na przykład do Stanów albo Kanady, tam była zupełnie inna świadomość tego sportu.
Mason więc też nie czuł się tak niesamowicie. Jego umiejętności tutaj były większe i bardziej doceniane niż tam. NHL to inny poziom. Ale z autami było dokładnie to samo. Rynek brytyjski był bardziej zamknięty przez umieszczenie kierownicy. Racjonalnie Stany miały więcej sensu. UK nie oddałby jednak bez przelanej krwi.
- Mam ich mały czy duży harem w Twojej głowie? - zapytał patrząc na burgery. Mieli naprawdę niezły ich wybór jak na taką miejscówkę. Jakoś nie ufał z wyborem ryb. - One's company. Two's a crowd, and three's a party - zacytował żartobliwie, idąc za jego pytaniem. Przetrzymał go chwilę, domyślając się po czym Max stawiał jego puszczalstwo. Chociaż u facetów i alf inaczej się to nazywało. - Zawiodę cię. Obecnie jestem zainteresowany tylko jedną omegą - spojrzał na niego, unosząc brwi, bo Max sam się w to zaplątał nazywając je “swoimi omegami”, w kontekście zabrania do tego miejsca. Mógł go nazwać jego. Ten zostawił piękne otwarcie do tego. Max jednak mógłby chcieć wyszarpać mu oczy, a przecież je lubił.
0 notes
Text
Omegaverse - Max
Jeden był tajemniczy, drugi nieufny a ich różnica wieku w niczym nie pomagała. To wszystko co się działo między nimi zaczęło się od złej strony, ale powoli jakby się prostowało. Mason opowiadał o sobie, odpowiadał na wszystkie pytania co pewnie miało być pokazem uczyciwości i że nic co powiedział odnośnie ciąży nie było żartem czy chwilową słabością. Poza tym, podobało się Maxowi, że mógł go pytać o co chciał i dostawał odpowiedzi. Z racji tego, że tamten zdawał się być niedostępny młodszy mógł czuć się jak wybraniec, jak ktoś kto miał złoty klucz, ktory otwierał specjalne drzwi. Komu by to się nie podobało?
- Mamy truskawkową, toffi, czekoladową i waniliową polewę, którą sobie pan życzy?
- Toffi. Albo nie! Jednak czekoladową.
Gofry były idealną przekąską w takim miejscu! I tylko by starszy próbował cokolwiek komentować kiedy sam jedynie pomniejszył swoją porcję o polewę. Też coś. A Max, co tutaj dużo poradzić, lubił niezdrowe jedzenie, jak to już alfa zdążyła zauważyć. Nie był dobry w gotowanie, więc dania na wynos lub mrożone obiady były jego spodobem na przetrwanie. Kupował oczywiście też jakieś owoce czy warzywa do kanapek, ale nie było to nic niesamowitego. To zapewne był jedne z powodów, dla którego jego mama bała się go puszczać gdzieś dalej w świat. Oczywiście pomijając ten najważniejszy jakim było to, że był omegą.
- Nieźle. – oblizał palce z polewy, którą się ubrudził a połowę gofra jednak wyrzucił. W pewnym momencie po prostu bita śmietana zaczęła go mdlić, a raczej nie pragnał w połowie randki zacząć rzygać do śmietnika. – Skoro doszedłej tak daleko, że prawie zawodowo grałeś to musisz być naprawdę dobry. No i pewnie w bójki też. Widziałem kilka meczy i kompletnie nie rozumiem tego, ale co parę chwil drużyny się lały na całego. W dodatku na lodzie, w łyżwach i całym tym stroju. Musiało tam być gorąco.
Gorąco pod względem rzucających się nastolatków i testosteronu oraz feromonów. Co pewnie też odbijało się na trybunach, gdzie połowa wzdychała do nicha drugą podpowiadała jak powinni i komu przywalić.
- Nie. Generalnie nigdy nie czułem parcia na to, że muszę mieć i nie widziałem ku temu potrzeby.
Nie było co udawać, jego rodzina miała jedno auto, którego dorobili się jak on był dopiero w podstawówce. Nie było więc mowy o tym aby mu zafundowali własne ani aby on sam sie drobił szybko takich pieniędzy by sobie samemu kupić. Poza tym, nie było mu źle. Był przyzwyczajony do komunikacji miejskiej i zawsze mieszkał w miastach, gdzie nie była ona zła.
Restuaracja na obrzeżach parku była niewielkim, ale urokilwym lokalem. Co zaczęło młodszego zastanawiać czy to wszystko było przypadkiem czy zaplanowaną akcją.
- Daleko od miasta, ładny i na uboczu lokalik, wszystkie swoje omegi tutaj zabierasz?
Zapytał nanszalancko nie podnosząc nawet oczu znad karty. Nadal w nim się kłębiło sporo rzeczy, chociażby to, że był przekonany, że taka alfa, w tym wieku powinna już mieć żonę albo przynajmniej narzeczoną. Albo że nie był pierwszą, którą zapłodnił. Ile jego dzieci chodziło po tym świecie?
0 notes